niedziela, 9 marca 2014

Historia jednej korespondencji - Be my friend

Historia jednej korespodencji

„Be my friend”

Przyjaźń damsko-męska. Jedni mówią, że jej nie ma, inni nieopatrznie rozumieją, a jeszcze inni jej doświadczają.




10 kwiecień 2012

Przeczytałem Twoje opowiadanie i przyznam, że mi się podobało. Jednak mam kilka uwag. Po pierwsze stylistyka, która w niektórych momentach aż prosi się o poprawę. Znalazłem kilka kwiatuszków, których można by było uniknąć. Poza tym przecinki i powtórzenia oraz nieliczne literówki. Przepraszam, że się tego czepiam, ale tytuł redaktora naczelnego do czegoś zobowiązuje. Jestem uczulony na tym punkcie. Tematyką wpisałaś się w mój gust, dlatego postanowiłem to opowiadanie skomentować. Mam słabość do dobrze napisanych erotyków, lub opowiadań ze scenami erotycznymi (tak wiem, zaskoczyłem Cię). Ale który facet tego nie lubi? Tylko ja wyróżniam się tym, że mnie nie łatwo zadowolić. 
Twój tekst był interesujący, chociaż z chęcią rozszerzyłbym go o kilka kwestii. Starasz się pisać mądrze i niebanalnie, czym mnie urzekłaś. Mam już dosyć bogactwa językowego na poziomie jedenastolatki, ale tak jak wcześniej wspomniałem, czasami zdania nie za bardzo miały sens. Końcówka zaskoczyła mnie kompletnie. Chociaż przyznaję, że zabrakło mi trochę większego ładunku emocjonalnego głównego bohatera. Ból po stracie jest niewyobrażalny, a Ty posługujesz się ciekawymi porównaniami, więc mogłaś naprawdę stworzyć o wiele bardziej emocjonalny przekaz. Jednak mimo to, należą Ci się wielkie brawa. Nie spotkałem się jeszcze z dziewczyną, która dobrze napisałaby scenę erotyczną, bez ozdobienia jej niekończącą się porcją różu i puchatości. Tobie się to udało. Gratuluję.

16 kwiecień 2012

Nie chciałem wcześniej o tym wspominać, ale właśnie tak myślałem, że ten tekst pisany był pod wpływem własnych doświadczeń. Rzeczywiście przeżytych emocji nie można wyrazić słowami, jednak proszę wiedz, że zostało to zrobione najlepiej, jak to tylko możliwe. Przepraszam za to bezpośrednie przejście na "ty", jednak w sferze wirtualnej łatwiej nam przekraczać bariery, które w rzeczywistości pokonywalibyśmy znacznie dłużej. Mam nadzieję, że Cię nie uraziłem. Niestety limity w wielu wypadkach nie pozwoliły rozwinąć skrzydeł, ale jednocześnie pozwalały przeczytać opowiadanie do końca, bez zasypiania w połowie. Jestem ciekawy Twoich innych opowiadań ze scenami erotycznymi, jeżeli takowe posiadasz. Jak od nich zaczynałaś to powiem ci, że rzuciłaś się od razu na głęboką wodę. Trudną sztuką jest opisać tak miłosne zbliżenia, by nie przekroczyć cienkiej granicy dobrego smaku, a jednocześnie nie pozostawić czytelników z poczuciem niedosytu. Błędy stylistyczne są bardzo trudne do uchwycenia, więc nie masz się czym martwić. Rzadko spotykam się z tekstami napisanymi pod każdym względem prawie idealnie. Na przyszłość radziłbym czytanie na głos. Pozwala to na szybsze wychwycenie wszystkich logicznych nieścisłości i stylistycznych niedociągnięć. Pozdrawiam bardzo serdecznie! 

Draco
Ps. Bardzo miło mi poznać.

22 kwiecień 2012

Bądź dumna z tych doświadczeń. Wiem, że to brzmi idiotycznie, przecież dążymy do szczęścia, a nie do smutku, ale każde negatywne uczucie czegoś nas uczy. Wiem to po sobie, bo również mam na swoim koncie dwa bardzo osobiste teksty.
No Ty przynajmniej pisałaś do działu informacji, ja od razu wrzuciłem swoje opowiadanie. Do teraz nie wiem dlaczego. Taki impuls i odskocznia od niskolotnych artykułów pisanych do gazety. Jednak wiem, że było warto, chociażby dla kontaktu z takimi osobami, jak Ty. Nie wiem czy odbierasz to tak samo, ale ja bardzo cenię sobie takie wiadomości, mimo że są od osób zupełnie mi nieznanych. Chyba w tym tkwi cała magia. Tę kwestię można zawsze naprawić, a nawet jeśli nie, to uczucie szczęścia z miłych słów i tak pozostanie. Taka egoistyczna strona altruizmu.
Jeżeli opowiadanie konkursowe było Twoim pierwszym to bardzo Ci gratuluję! Zachowaj te napisane scenki. Jestem pewny, że będziesz w stanie stworzyć z nich coś jeszcze lepszego. Dla mnie pisanie też jest pasją, taką formą samospełnienia. Jesteś twórcą świata. Dostajesz białą kartkę, a to jak ona będzie wyglądać, gdy się wyspowiadasz zależy od ciebie i twojej wyobraźni. Wiele lat temu tylko to utrzymywało mnie przy zdrowych zmysłach. Moja prywatna myślodsiewnia. Z pewnością to słowo nie jest Ci znane, ale jestem pewny, że domyślisz się jego znaczenia. Jeżeli już prawie się ujawniłem, zrobię to wprost. Jestem czarodziejem. Dlatego Twoje wyznanie nie wywołało takiego efektu, jakiego się spodziewałaś. I zakład, że znam się na czarach lepiej, niż Twoi „magiczni” znajomi?

Draco
Ps. Wysyłaj mi listy przez tę sowę. Ma na imię Skierka i jest o niebo szybszą alternatywą do działającej w ślimaczym tempie organizacji pocztowej.

25 kwiecień 2012

Podziwiam, że studiujesz informatykę, ja jestem zupełnie zielony w tej kwestii. Umiem obsługiwać worda, podstawowe strony w Internecie i to mi wystarcza. Mugolska technologia to nie mój konik. To cud, że w ogóle, aż w takim stopniu pokonałem awersję do tego typu rzeczy. Z resztą to zadziwiające. Ty jesteś zadziwiająca. To chyba, że się tak wyrażę bardziej „męski” kierunek, prawda? Ostatnio się śmiałem, że chyba nie mam odpowiedniego podejścia do sprzętów elektronicznych. Daniel – informatyk, pracujący w naszym wydawnictwie, kiedyś mi powiedział, że powinno się do nich ładnie mówić. Jak to ujął: „Jak ty będziesz się do nich odnosił z czułością, to one ci się odwdzięczą”. Gdyby znał moją przeszłość, z pewnością by tego nie powiedział. 
Mnie wystarczy mój licencjat z dziennikarstwa i zaczynane od października dwa cudowne lata magisterki z finansów i rachunkowości. Wymóg szefostwa.

Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie!
Draco

28 kwiecień 2012

Co do moich powodów opuszczenia „magicznego” świata, wybacz, ale zachowam je dla siebie. Nie jestem gotowy, by o tym mówić i nie wiem, czy kiedykolwiek będę. 
Tak, masz rację. Nie jestem dumny z mojej przyszłości, ale nauczyłem się o niej zapominać, lub przedstawiać ją w lepszym świetle. Nieważne jacy bohaterowie występują w opowiadaniu, ważne w jakiej scenerii. Dlatego uważam teksty oparte na własnych doświadczeniach za cenne. Taki papierowy ślad po bezużytecznej osobie Dracona.
Witaj w klubie, bo ja również jestem typem "słuchacza", chociaż czasami lubię sobie pogadać, gdy mam z kim. Nie wiem co mam w sobie, ale ludzie bardzo lubią mi się spowiadać. Jakbym był jakąś pieprzoną księgą, w której oni zapisują swoje żale, oczyszczając się ze wspomnień. Tak, jakbym swoich nie miał aż nadto. Nawet przez moment zastanawiałem się nad studiami psychologicznymi, ale to był na szczęście tylko moment. Chyba bym zwariował, jakbym miał wysłuchiwać kilka godzin na dobę czyichś problemów. Wystarczy mi, że i tak funkcjonuję w tym zawodzie po godzinach. 
Dobrze, że nie żałujesz wspomnień, to cudowny dar. Takie nienamacalne zdjęcia, które wklejamy do naszego albumu życia. Czasu też nie żałuj. To właśnie on ukształtował te wspomnienia. I nie, nie zabrzmiało ambiwalentnie. Ja również nie lubię języka angielskiego, jako przedmiotu. Jeżeli chodzi znowu o naszą mowę ojczystą, to bardzo lubię. Uważam, że mamy bardzo ładnie brzmiący język, bogaty w słownictwo. Jeżeli masz dysleksję to życzę sobie, żeby każdy ją miał. Nie wierzę. Ty bałaś się egzaminów językowych? Pięknie piszesz, tak mądrze. Ja również jestem typem ścisłowca. Albo coś umiem, albo nie. Dlatego też teraz wynikły te nieszczęsne finanse. To chyba jedyna rzecz, do jakiej się nadaję. No może jeszcze to pisanie. Czasami zbyt dużo myślę, zbyt wiele wspomnień do mnie wraca, zmuszając mnie do wykonania rachunku sumienia i wtedy jedyną drogą ucieczki jest dla mnie pusta kartka papieru. Wiem, że ona przyjmie ode mnie wszystko. Jak gąbka wchłania każde słowo, każdy grzech, każdy czyn, obojętnie jak straszny i bolesny by był. Papier nie człowiek, wytrzyma wszystko. Szkoda tylko, że nie może mi odpowiedzieć.
Co do twoich fragmentów, pisz! A jak będziesz miała gotowe całe opowiadania, wyślij mi, jeżeli zechcesz. To będzie dla mnie wielka przyjemność przeczytać kolejne Twoje dzieło. Uwielbiam czytać Twoje wiadomości. Wprawiają mnie w dobry nastrój.

Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie!
PS. W załączeniu przesyłam moje opowiadanie tak, jak prosiłaś.

30 kwiecień 2012

W jakim sensie nie moje? Pisząc każdy tekst wkładam serce. Może tu jest mniej widoczne, ale w wielu fragmentach to też ja. A poza tym tekst nie musi być ciągle „o Tobie”. Wykreowane historie są bardzo często bardziej prawdziwe i wzruszające, niż niejedna autobiografia. Poza tym płaszczykiem erotyzmu ukrywa się historia o ludzkich potrzebach, obawach, skrywanych w sercu emocjach. O intymnym przekraczaniu granic. Wszedłem w tym tekście w sfery, do których dostęp mają nieliczni. Naprawdę nie ma w tym serca? Ja tam odnajduję nie tylko moje serce, ale także i duszę.

2 maj 2012

Trudno streścić siebie w kilku słowach. To niewykonalne. Jesteśmy zbyt złożeni, no i muszę także dodać po lekturze ostatniego listu, że podobni. Też jestem typem „nocnego łowcy”. Wtedy się uczę, czytam, piszę… Nienawidzę za to poranków. Dla mnie wstawanie o ósmej to udręka. Już i tak blada cera, wydaje się jeszcze bledsza z niewyspania i kończy się na tym, że chodzę po biurze jak zombie. 
Ja nie rysuję, bo nie umiem. Zatrzymałem się na etapie ludzika z pięciu kresek i kółka, i nie przeszedłem na wyższy poziom. Cóż, można powiedzieć, że śpiewam, jeżeli śpiewem nazwiesz wydzieranie się na całe gardło pod prysznicem. Cieszę się, że mam swój własny dom, sąsiedzi w bloku już dawno zadzwoniliby do psychiatryka.
Nie jestem tworem Twojej wyobraźni. Masz mnie za ducha? Proszę cię… Aż taki blady nie jestem. A pod względem charakteru bliżej mi do potwora z koszmaru, niż księcia z fantazji. Jakby mnie tak nagrać pod prysznicem to nawet miałbym dowód na potwierdzenie tych słów. 
Mam kota o imieniu Niunia. 50% lwa kanapowego i 50% szarańczy. Wiecznie głodna i do tego tylko śpi. Do teraz zastanawiam się dlaczego nie kupiłem sobie psa. Przecież dobrze znałem anegdotkę o różnicy myśli:
Pies: „Głaszczą mnie, karmią, dbają o mnie… Chyba są Bogami!”
Kot: „Głaszczą mnie, karmią, dbają o mnie… Chyba jestem bogiem”. 
Tak więc mam persa, którego ubóstwiam i wychwalam na każdym kroku, za każdy gest i miauknięcie, a który ma na mnie totalnie wyrąbane i łaskawie przychodzi, kiedy ma na to ochotę. Chociaż z drugiej strony mogę sobie beztrosko spacerować przez nocną panoramę miasta, gdzie mi się tylko żywnie podoba i bez końca wpatrywać się w niebo jak urzeczony, bez plątającego się pod nogami czworonoga, który patrzyłby tylko na mnie tym swoim spojrzeniem: „Idziemy dalej, czy nie? Tyle jeszcze krzaczków do obsikania.”
Tak, wszystko jest zlepkiem negatywów i pozytywów.
Uwielbiam nocne spacery. Otulająca ciemność, śpiewająca cisza, uspakajający wiatr. To jedyna forma samotności, która mnie nie zabija, a buduje.
Kocham również muzykę. Ten stan, w którym liczy się tylko niesamowity głos, który powoduje u mnie ciarki, wzrost ciśnienia, pocenie się dłoni i sprawia, że pragnę tylko czuć. Ta melodia, która przenosi mnie do innego świata, w którym moje demony nie potrafią mnie dosięgnąć, a ja w końcu czuję się całkowicie bezpieczny. Szkoda, że to trwa tylko cztery minuty...

6 maj 2012

Czytasz mi w myślach, wiesz? Kocham Skierkę, ale nie po to zostałem zmuszony do posiadania dwóch telefonów komórkowych, by teraz z nich nie korzystać. Listy możemy sobie zostawić na dłuższe i trudniejsze wywody.
Jednak muszę Cię ostrzec. Ta książka, którą chcesz poznać, może okazać się tragedią, a nie komedią romantyczną. Treść, którą z taką niecierpliwością chcesz sobie przyswoić, przewracając kolejne strony, może okazać się dla ciebie zbyt gorzka do przełknięcia.
Nie jestem przyjemną lekturą, Dominiko, pamiętaj o tym.
Napiszę do Ciebie na komórkę. Do usłyszenia!

25 czerwiec 2012

Nie wiem co mam Ci powiedzieć. Ty zaufałaś mi po paru wiadomościach wymienionych ze mną, a osoby które znam od kilku lat nigdy tego nie zrobią. Wiesz, do teraz nie potrafię zrozumieć co ze mną jest nie tak. Ludzie mi się zwierzają, spowiadają, ale gdy ja podchodzę bliżej, chcąc należeć do ich świata, odchodzą. Był czas, że nie byłem sobą. Ciągle przywdziewałem maskę pogardy i kpiny, by nie ujawnić swojej wewnętrznej natury. Teraz już wiem, żeby móc spoglądać w lustro bez obrzydzenia, muszę być sobą. Ale i tak smutek pozostał. 
Życie Cię nie zabija, a uświadamia. Nic Cię nie zabije. Osłabi tak, ale nie zabije. W przeciwnym razie rozmowa ze mną to dla Ciebie samobójstwo.
Tak bardzo chciałbym przejąć na siebie ten balast ciążących Ci wspomnień, ale jest to niemożliwe. Nie płacz, proszę. Tak sobie myślę, że to on kiedyś zapłacze. Przyjdzie taki moment w jego życiu, że zrozumie, ale wtedy będzie już za późno. Ciebie już nie będzie. Nie dla niego.

30 czerwiec 2012

Też tak myślałem. Że po prostu nie zasługują na moją przyjaźń, na moje oddanie. Ale gdy to trwało sześć lat przestałem tak myśleć. Bo czy to możliwe żeby nikt, kompletnie nikt nie chciał mnie tak naprawdę poznać? Czasy szkolne całkowicie wymazałem z pamięci. Nie chcę ich pamiętać. Tam nie miałem nikogo. Kilka osób, które musiałem dla zachowania twarzy nazywać „przyjaciółmi”, a które najchętniej utopiłbym we wszystkich łzach, które pomimo wielu okazji, nigdy nie wypłynęły spod moich powiek. Nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradziłem. Wszystko ciągnęło mnie w dół. Ciągle nowe, a jednak te same problemy. W Hogwarcie źle, w domu jeszcze gorzej. Ale jakoś mi się udało. Stałem się odporny na kolejne odejścia. Nastawiam się już na początku na stratę. Stworzyłem naokoło siebie mur. Jestem otwarty na wszystkich, pomagam im, ale po wszystkim uciekam do swojej fortecy, bo wiem co mnie czeka. Nie potrafię zaufać. Wszyscy, którym zaufałem mnie zranili. Chyba mam już dość. Wolę się nie angażować, z góry zakładając, że na końcu i tak zostanę sam.
Przepraszam, plotę bez sensu. Po prostu wszystkie te uczucia wróciły na nowo.

5 lipiec 2012

Nie dam sobie odebrać przyszłości. Pójdę dalej, bo wiem, że jestem w stanie. Ale boję się, że pójdę otoczony powłoką, skorupą, której nikt nie będzie potrafił rozbić. 
Silny, a jednak taki bezbronny. Otwarty, a jednak tak niedostępny. Bliski, a jednak tak odległy. Chcę komuś zaufać, ale nie wiem, czy jeszcze będę w stanie.
Podobno czepiam się szczegółów, chociaż bardzo często sam ich nie zauważam. Niezły paradoks, prawda? Chociaż w tej kategorii na samym szczycie mojej listy, znajduje się zupełnie coś innego – najgorsza, a zarazem najbardziej pouczająca lekcja w moim życiu. Moment, w którym uświadomiono mi, że ten, kto do tej pory był moim ideałem, wcale nim nie był, a to, w co święcie wierzyłem i przyjmowałem jako ewangelię, jest jej zupełnym przeciwieństwem. To był mój powód odejścia z „magicznego” świata. Tutaj mogłem zacząć wszystko od nowa, nie bojąc się, że wszyscy będą patrzeć na mnie przez pryzmat moich wcześniejszych czynów. 
Nie wiem dlaczego Ci to mówię, ale jest w Tobie coś takiego, przed czym każda cząstka mnie kapituluje, obnażając się całkowicie.

Ps. Dzisiaj byłaś cicha i zamyślona. Wiem, że jest coś, co chciałaś mi powiedzieć, ale się bałaś. Zrób to, ja przed Tobą nie mam już żadnych tajemnic. 

16 lipiec 2012

Żałuję, że zapytałem. Mam nadzieję, że wiesz co robisz, wracając do niego. Pozostaje mi życzyć Ci szczęścia, bo zasługujesz na nie jak nikt inny, ale pozwolisz, że po raz ostatni odkryję przed Tobą swoją duszę. 
Potrafię zrozumieć powody, dla których do niego wróciłaś. Potrafię, choć sama tyle razy powtarzałaś, że to już ostatni raz, że teraz jego kolej na cierpienie bez Ciebie. Jesteś hipokrytką, ale jak już napisałem rozumiem to i nie mam do Ciebie żalu. Miłość zakłada nam klapki na oczy, a na szyi zaciska złotą pętlę. Przez nią nie potrafimy dostrzec tego, co bez niej byłoby dla nas oczywiste.
Jednak nigdy nie zrozumiem powodów, dla których zrywasz ze mną znajomość. Nie jestem głupi. Potrafię rozpoznać pożegnanie w każdej formie, nawet tej najbardziej zakamuflowanej, a jestem pewien, że Twój list nim był. 
Byliśmy dla siebie oparciem, zapomnieniem i lekarstwem na ślepotę i głuchotę świata. Patrzyliśmy w tym samym kierunku i dostrzegaliśmy to, co dla innych już dawno stało się bezbarwne. Słyszeliśmy to, co dla innych stało się już niedosłyszalne. I w końcu czuliśmy to, co dla innych stało się nieodczuwalne.
Dlaczego więc, jak gdyby nigdy nic zamykasz oczy, zatykasz uszy i zamykasz serce, jak reszta tych zagubionych do reszty nieszczęśliwców, godząc się być kolejną ofiarą współczesności? Może to i lepiej, że już nigdy się nie spotkamy, bo nie potrafiłbym patrzeć jak płomień, który mnie zachwycił, tak po prostu się wypala. A te oczy, w których potrafiłem dostrzec swoje prawdziwe odbicie, stają się puste.
Miłość nie jest najlepszą odpowiedzią na wszystkie pytania, jak wiele razy nam wmawiano. Nigdy nie oczekiwałem od Ciebie więcej, niż przyjaźni. Nigdy. Z jednego prostego powodu - ja również tylko ją mogłem Ci ofiarować. Ale Ty musiałaś podążyć za głosem tych pieprzonych ignorantów, którzy nie uwierzyliby w istnienie przyjaźni damsko-męskiej, nawet jakby ich kopnęła w te napięte od uprzedzeń dupy.
Chcę żebyś wiedziała, że się nie zamknę. Nauczyłaś mnie, że warto dawać innym szansę i powoli, krok po kroku odkrywać przed innymi swoje „ja”, ale wiem również, że będę musiał uodpornić się na nowy rodzaj odrzucenia. Nie żałuję utraconej szansy, w końcu i tak już na początku byłem pogodzony z porażką. Żałuję tylko utraconej nadziei. Ty byłaś moją nadzieją, Dominiko.
Żegnam więc przyjaciółko, ocierając pierwszą i ostatnią łzę, która wypłynęła spod mych powiek. Uciekaj z księgą „Draco Malfoy”, którą tylko Ty przeczytałaś do końca. 

wtorek, 24 grudnia 2013

Wesołych Świąt!



W tym szczególnym czasie, chciałabym złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia. Pachnącej choinki, suto zastawionego stołu, stosu prezentów, rodzinki w kupie, świątecznej atmosfery oraz spełnienia marzeń!

To właśnie tego wieczoru, gdy wiatr zimnym śniegiem dmucha
W serca złamane i smutne, cicha wstępuje otucha.
To właśnie tego wieczoru, od bardzo wielu już wieków
Pod dachem tkliwej kolędy, Bóg się rodzi w człowieku.
Wyruszył już Mikołaj z prezentem do Ciebie.
Frunie na swych saniach po gwieździstym niebie.
Prezent prezentem, jednak dla Niego, najważniejsza jest Twoja radość i miłość do bliźniego.
Bo o to chodzi w te najradośniejsze święta, by brama serca Twojego została odemknięta.

Przesyłam uściski i buziaczki***
D.Sz.



K.C. czyli wirtualny słownik uczuć - Indeks

Ho, ho, ho!!! W ten szczególny, wigilijny wieczór, przybywam do Was z prezentem. Ostatnią częścią K.C. Miałyście rację, że przydałby się jakiś happy end. Zastanawiałam się jak nazwac tę część i po przeczytaniu jeszcze raz całości, zwróciłam uwagę na tytuł. Słownik... A czym kończy się słownik? Indeksem. A więc oddaję wam koniec mojej ulubionej historii, dziękując bardzo Alex za natchnienie mnie do jego napisania. Dedykacja dla niej.


To nie tak, że boję się umrzeć. Po prostu nie chciałbym być w pobliżu, kiedy to się stanie. 




I znowu to uczucie. Tym razem o wiele silniejsze, bo zwielokrotnione odrętwiającą pustką. Kolejny zadziwiający paradoks w tym niewytłumaczalnym pojęciu życia. Pustka przelewająca czarę zbliżającego się obłędu. Nieodkryty twór, pochłaniający cię od środka, niczym czarne dziury wypełniające wszechświat. Czym jesteśmy w porównaniu do nich? Gdzie znajdziemy się po zakończeniu naszego przestawienia? Powracające uczucie strachu przed śmiercią. Przeklęty Joe Black. Przeklęty dance makabre. A najgorsze było to, że tym razem nie mogłam liczyć na ratunek. Nie było mojego wybawiciela. Nie było mojego anioła. Nie było mojego Księcia Ciemności.

***

- Severusie wróciłam. Jeżeli jesteś w domu, dobrze ci radzę zwiewać, gdzie pieprz rośnie!
Czasami nie mogłam zrozumieć jego zachowania. Dorosły, odważny i inteligentny mężczyzna, a zachowywał się jak pokrzywdzony pięciolatek, obrażony na cały świat. Sama nie wiem, jak ja z nim wytrzymuję. Ale wiem, że dnia naszego ponownego spotkania nie zamieniłabym na żaden inny.
Ja – emocjonalna pustka, bez żadnej nadziei, on – emocjonalny chaos, zamykający się przed wszystkim i wszystkimi. Oboje straciliśmy coś najcenniejszego – naszą miłość. Potrzebowaliśmy pomocy i oparcia, i znaleźliśmy je w sobie. Staliśmy się dla siebie terapeutami zbłąkanych dusz. Mechanikami zniszczonych serc. Oboje tak różni, a w tej sprawie tak podobni. Będąc na dnie rodzą się najsilniejsze i najtrwalsze relacje, jak nasza.
Spotkaliśmy się na lotnisku. Jakby ktoś mi powiedział, że zobaczę Severusa Snape`a w takim miejscu, to wysłałabym go na przymusowe leczenie na oddziale zamkniętym w Szpitalu św. Munga. To było coś niewyobrażalnego. Coś niedorzecznego. Czysty absurd. A jednak.
Oboje obraliśmy ten sam kierunek: Awinion na południu Francji. Prawdopodobnie dlatego, że był wystarczający oddalony od Londynu, ale posiadający z nim magiczną więź. Akademia Magii Beauxbatons miała stać się naszym nowym Hogwartem, Awinion nowym Londynem, a wody Morza Śródziemnego, nowym Morzem Północnym. Inny świat, a jednak tak znajomy. Ciężko jest zapomnieć o przeszłości, tym bardziej jak nie chce się tego zrobić. Wtedy szuka się choćby najmniejszej cząstki łączącej nas z tym co było. Nawet najmniejszego potwierdzenia, że to co nas spotkało nie było snem. Że było ważne. Że było nasze. Było… Okropne słowo, przypominające mi o celu mojej ucieczki. Czy jestem tchórzem? Nie uciekłam, bo nie mogłam poradzić sobie z problemem, tylko dlatego, że od początku znałam jego rozwiązanie. Czasami lepiej nie wiedzieć. Mniej boli. Przynajmniej tak mawiała moja mama. Ja jednak zawsze wolałam znać prawdę. I mam za swoje.
- Severusie, wyłaź wreszcie. Dobrze wiem, że tu jesteś. – weszłam do kuchni, po drodze ściągając płaszcz i wieszając go na wieszaku. – Nawet. Się. Nie. Waż! – mój palec wskazujący powędrował właśnie w stronę osoby bezczelnie zżerającej makówki, które zrobiłam na święta. Winowajca odwrócił twarz w moją stronę, oblizując środkowy palec z ciemnej masy. Jak dziecko... – Jeszcze jeden kęs, a będziesz musiał sam upiec nowe.
- Jak chcesz nową jakość z dodatkiem wymyślnych olejków i eliksirów, świetnie trafiłaś.
- Tak, żeby się skończyło tak, jak z twoim sernikiem. Myślałam, że jako mistrz eliksirów masz lepszy węch.
- Wiesz, że tak.
- Naprawdę? Czyli dla ciebie ser pleśniowy jest idealnym składnikiem do ciasta, tak?
- W przepisie napisali, że mam użyć sera, nie napisali jakiego.
- A jego zapach nie podpowiedział ci, że to nie jest najlepszy wybór? Tak samo jak informacja, że należy dodać zmielonego sera?
- No przecież go zmieliłem.
- Och, Merlinie… Dobra mniejsza o to. Nie o tym chciałam z Tobą porozmawiać.
- Chyba wygłosić monolog… - wymruczał pod nosem.
- Słucham?
- Nie, nic takiego…
Pokręciłam głową, chowając makówki z powrotem do górnej półki. Mogłam dosłownie poczuć łakomy wzrok podążający za moją ręką.
- Myślałam, że po skończeniu wojny sobie odpuścisz, ale ty nigdy nie masz dosyć.
- Czego? Twojego gadania? – Mordercze spojrzenie. – Dobra, już jestem cicho.
- Uważaj, bo uwierzę. Mówię o Harrym.
- No tak. Słynny pan Potter. Nawet tutaj musi mnie prześladować.
- Och, przestań. Myślałam, że po tym wszystkim wreszcie skończysz z tą obsesją. Nawet nie wiesz ile razy pytał się o ciebie. Chciał z tobą w końcu normalnie porozmawiać.
- Skończmy ten temat.
- Severusie, dlaczego nie potrafisz zostawić tego wszystkiego za sobą? To cię wyniszcza. Krzywdząc innych, ranisz samego siebie. Wiesz jak nazywają to mugole? Miecz obosieczny.
- Proszę cię przestań.
- Nie ty przestań! Nie możesz karać Harrego i wszystkich wokoło za błędy innych. Minęło już tyle czasu…
- Dość! – uderzył pięścią w stół. W jego oczach widziałam palący ból. Świetnie znałam to uczucie. Od spotkania w hotelu, stał się on moim nieodłącznym towarzyszem. Podeszłam do niego, siadając na krześle i wskazując miejsce obok mnie. Czas na rewanż. Ja już dostałam od niego rozgrzeszenie, wraz z tak potrzebnym mi spokojem i nadzieją, teraz jego kolej. Usiadł zrezygnowany i wpatrując się w kuchenny blat rozpoczął swoją spowiedź.
- Świeże rany, czy nieświeże, w środku bolą tak samo. Najwyraźniej czterdzieści lat nie wystarczy, by zapomnieć o kobiecie, której poświęciłem wszystko. Której podarowałem cały swój świat, chcąc być przy niej zawsze, chcąc być przy niej wszędzie. Dla kobiety, za którą chciałem umrzeć, bo moje życie bez niej i tak nie miało żadnego znaczenia. A ona wbiła mi nóż w plecy odchodząc z osobą, której nienawidziłem najbardziej na świecie. Z powodem mojego upadku, samotności i przegranego życia. Ja z całą swoją naiwnością i miłością wyglądałem jak kawałek kartki, którą zmięła, ciskając w kąt. Dlatego jestem taki. Lawiruję między skrajnościami, nie wiedząc za czym się opowiedzieć. A najbardziej boli to, że ciągle mi o sobie przypomina. Muszę ją widywać pod postacią cudownego Harrego Pottera. Kiedy na niego patrzę cały mój świat trzęsie się w posadach, bo na nic zdają się usilne próby wyprucia jej ze swojej pamięci. Próby zapomnienia, że dla osoby, której poświęciłeś wszystko też byłeś zwykłym odmieńcem, wyszywanym inną nicią, niż reszta społeczeństwa. Dziwolągiem, który żył w swoim, odmiennym świecie. To smutne, bo to ona nim była. A żeby utrudnić sprawę, pomiędzy to wkradają się szczęśliwe chwile, które warto pamiętać. – przeniósł wzrok na moją załzawioną twarz. – Nie powinno się zapominać o przeszłości. To tak, jakby udawać, że to wszystko się nie wydarzyło.
Przysunęłam się bliżej niego, łapiąc jego dłonie.
- Wiem. Nie powiedziałam, że masz zapomnieć. Tego nie można zrobić i dobrze o tym wiem. – Severus kiwnął głową, dając znak, że pamięta naszą wieczorną rozmowę, dzień po przyjeździe. A raczej moją spowiedź. Podobną do jego, tylko z innym bohaterem. – Ale nie można żyć tylko wspomnieniami. – zastanowiłam się na chwilę - To trochę jak z mugolskim muzeum. – podniósł na mnie swój firmowy wzrok. Wiedziałam, że wkurzały go moje ciągłe odniesienia do świata mugoli. – Można go nazwać domem wspomnień, gdzie przeszłość zyskała należne jej miejsce. Przechadzając się po tym budynku, odwiedzając kolejne sale, ma się wrażenie, że czas stanął w miejscu. Zgromadzone tam cenne przedmioty, postacie, artefakty z przeszłości, przy pomocy odpowiedniej aranżacji wnętrz oraz dekoracji, opowiadają własną unikalną historię, pozwalając na spotkanie z duchem minionych czasów. Jest to niezwykłe miejsce, stworzone właśnie po to, by nie pozwolić następnym pokoleniom zapomnieć o wielkich czynach ich przodków. Ludzie przychodząc w to miejsce słuchają opowieści z dawnych lat, lub opowiadają je sobie na nowo. Jednak nie pozostają w tym miejscu na zawsze. Powracają do swojej teraźniejszości, ciesząc się życiem, które jak sobie przypomnieli jest tak krótkie i ulotne. Nie zapomnieli o swojej wizycie. Te wspomnienia pozostaną na zawsze w ich sercach, będąc ich bagażem doświadczeń, ale wyruszają w kolejną podróż, w poszukiwaniu nowych wspomnień. Aż do zapełnienia ich prywatnego albumu. – Przy ostatnich słowach ścisnęłam mocniej dłonie Severusa, przypominając sobie słowa mojego anioła.
- Czy ty właśnie w oryginalny i zrozumiały tylko dla siebie sposób próbujesz mnie zaprosić do muzeum? - uśmiechnęłam się szeroko, będąc mu wdzięczna za zmianę nastroju. Teraz tylko on potrafił odegnać moje obawy, przywracając spokój.
- Jak czegoś nie zmienisz w swoim życiu to wcale nie będę musiała cię tam zabierać, bo sam tam trafisz, jako eksponat. - Jego obrażona mina nie zrobiła na mnie wrażenia. Cały efekt psuł lekki uśmiech, błąkający się na jego ustach.
- Chyba nie sugerujesz, że jestem aż tak stary.
- Ależ oczywiście, że nie. – uśmiechnęłam się do niego jeszcze szerzej – Dlatego nie chcę, żeby inni cię tak postrzegali. Martwię się o ciebie i chciałabym żebyś w końcu był szczęśliwy.
- W tym akurat się zgadzamy. - Westchnęłam, opierając się o stół.
- Oboje jesteśmy siebie warci. Znamy teorię, ale nie potrafimy wykorzystać jej w praktyce.
- Ty możesz to naprawić.
- Nie. – zaprzeczyłam, dobrze wiedząc co ma na myśli. Nie chciałam kolejny raz słuchać o tym, że nie powinnam była uciekać. Sama wystarczająco dużo razy zadawałam sobie pytanie dotyczące słuszności mojej decyzji. – To już zamknięty rozdział.
- Zamknięty rozdział, do którego powracasz.
- Przez ciebie. – powiedziałam z wyrzutem, zwracając się w jego stronę. Gdyby nie twój telefon, dalej pisałabym swoją opowieść w spokoju.
- Święta to szczególny czas. Powinnaś go spędzić z rodziną i przyjaciółmi.
- Czyli z Tobą.
- Tak, ze mną też. – zobaczyłam jego uśmiech i skierowane na mnie, uważne spojrzenie. – Ale nie tylko. Obiecałem ci już, że dołączę do ciebie, jak tylko załatwię wszystkie sprawy w Beauxbaton i dotrzymam słowa. Nie możesz odgradzać się od osób, którym na tobie zależy.
- Powiedział specjalista w tej dziedzinie. – dodałam bez zastanowienia, dopiero po fakcie gryząc się w język. – Przepraszam.
- Nie. Masz rację. Tym bardziej nie chcę żebyś popełniała moje błędy. Powrót dobrze ci zrobi, wierz mi. A teraz radzę ci już udać się do łóżka, bo znając twoją miłość do porannego wstawania, nawet na samolot o 13 możesz się spóźnić. – nachylił się by pocałować mnie w czoło, ale podniosłam głowę dając mu buziaka w usta.
- Dobrze zastępowy tato. – uśmiechnęłam się, wstając od stołu.
- Zastępstwa wcale nie są takie złe.
- Wiem. Dlatego może w końcu posłuchasz mojej rady i zastąpisz Lilly kimś, kto bardziej zasługuje na twoje uczucie. Na przykład Alexią Castain, seksowną nauczycielką obrony przed czarną magią. S.S. – severus veris: surowa prawda. Nieźle cię określiła, nie sądzisz?
- Marsz do łóżka, zanim skończą się moje pokłady ojcowskiej cierpliwości.
- Oj stajesz się zgryźliwy. – mordercze spojrzenie w wykonaniu Severusa nigdy mi się nie znudzi - Dobra, dobra, już nic nie mówię. Dobranoc S.S.
- Dobranoc zastępowa córeczko.
Posłałam mu ostatni uśmiech, wchodząc po schodach do mojej sypialni.

***

Podróż na lotnisko minęła mi wyjątkowo szybko. Przez chwilę nawiedziło mnie dziwne uczucie deja vu, jednak szybko odgoniłam te myśli od siebie. W rytmie „Last Christmas” oraz w otoczeniu różnokolorowych światełek i girlandów, zmierzałam właśnie w stronę poczekalni, tuż po przejściu przez kontrolę bezpieczeństwa. Mimo tego całego zamieszania święta Bożego Narodzenia były na samym szczycie listy moich ulubionych momentów. Miały w sobie magię i niosły ze sobą nadzieję, tak bardzo mi teraz potrzebną. A świąteczne ozdoby i cała towarzysząca im atmosfera tylko idealnie dopełniała całość.
Po prawej stronie zobaczyłam przytulną kawiarenkę, więc postanowiłam tam przeczekać te pół godziny, pozostałe do odlotu. W połowie drogi zatrzymał mnie jednak komunikat, dochodzący z głośników.
- Uwaga. Pani Hermiona Granger proszona jest o podejście do punktu informacyjnego. Powtarzam pani Hermiona Granger.
Ja? Do punktu informacyjnego? Więc to chyba nic z bagażem. Lekko zaniepokojona zapytałam się pani w kiosku jak dojść do działu informacji i już po dwóch minutach zostałam skierowana przez wysokiego ochroniarza do małego pokoiku, jak się dowiedziałam służbowego, w głębi wąskiego korytarza. Na pytanie o cel tego wezwania, otrzymałam odpowiedź, że wszystko wyjaśni się na miejscu. Po solennych zapewnieniach, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, ruszyłam więc we wskazanym kierunku, stając przed drewnianymi drzwiami po lewej stronie. Nacisnęłam na klamkę i weszłam do gustownie urządzonego saloniku, którego centralną część zajmował mahoniowy, okrągły stół, ze śnieżnobiałym obrusem. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i nie zobaczywszy w nim nikogo, podeszłam bliżej stołu i zauważyłam na nim złotą kopertę, zaadresowaną moim imieniem i nazwiskiem. Wzięłam ją do ręki i wyjęłam z niej małą karteczkę. Na idealnie czarnym tle, złotymi literami widniał napis: K.C. to nie były inicjały, to było wyznanie.
Nie zdążywszy zastanowić się nad sensem tych słów, od strony drzwi usłyszałam znajomy głos.
- Miałaś ją przeczytać już wtedy w hotelu.
Odwróciłam się szybko za siebie i stanęłam twarzą w twarz z osobą, która gościła w moich myślach nieustannie od miesiąca, nie dając mi spokoju nawet w nocy.
- Jak ty… - zdołałam wyjąkać, nie mogąc przestać się w niego wpatrywać. W tym momencie przypomniał mi się ostatni wieczór. – Severus.
- Tak. Zadzwonił do mnie dzisiaj z informacją, że przylatujesz do Londynu. Nie zastanawiając się długo wsiadłem w samochód, chcą jak najszybciej cię zobaczyć. Szukałem cię cały miesiąc, odwiedzając dziesiątki miejsc i pytając się wszystkich twoich przyjaciół, i znajomych o miejsce twojego pobytu. Bezskutecznie. Nawet przeklęty Potter powiedział mi tylko, że dostał jedną, jedyną wiadomość od ciebie, że jesteś cała i zdrowa w bezpiecznym miejscu. Gdyby nie Severus, nie wiem czy udałoby mi się cię odnaleźć. – Zrozumiałam tylko połowę wypowiedzianych przez niego słów. Moja uwaga całkowicie skupiła się na jego twarzy, szczególnie oczach, rejestrując każde, pojawiające się w nich uczucie. Nie zauważyłam nawet jak odległość nas dzieląca zmniejszyła się do jednego kroku, a jego dłoń delikatnie dotknęła mojej. – Hermiono zrozumiem, jeśli nie będziesz w stanie mi w pełni wybaczyć i zaufać, mając w pamięci moje wcześniejsze szkolne oblicze, ale proszę daj mi szansę. Chciałbym żebyś wiedziała, że każde słowo, które ode mnie usłyszałaś, lub przeczytałaś miesiąc temu było prawdą. Od roku wszystko planowałem, by nie popełnić żadnego błędu, zapominając przy tym o najważniejszym: twoich uczuciach. Proszę cię tylko o szansę. – złapał moją wolną dłoń, zmniejszając naszą odległość do minimum. Nie mogąc znieść dłużej jego spojrzenia, przeniosłam wzrok na małą karteczkę, wciąż spoczywającą w mojej drugiej dłoni. Dopiero teraz w pełni zrozumiałam jej prawdziwe przesłanie. Ponownie spojrzałam w jego oczy i cichym głosem wyszeptałam:
- Pocałuj mnie. – Nie musiałam długo czekać na jego reakcję. Po kilku sekundach poczułam jego usta na swoich. Objęłam go ramionami, przylegając do niego całkowicie. Tak bardzo mi go brakowało. Teraz mogłam w myślach przeklinać swoją głupotę i dziękować niebiosom za jego wytrwałość i upór. Podziękowania należą się także Severusowi, oczywiście zaraz po tym jak usłyszy ode mnie litanię o niedotrzymywaniu obietnic. Po kilku, cudownych chwilach przerwaliśmy pocałunek, odsuwając się od siebie na krok.
- Już nigdy ode mnie nie uciekaj.
Nie miałam nawet takiego zamiaru. Potrząsnęłam głową, zaprzeczając, z powrotem przenosząc wzrok na karteczkę.
- Muszę Severusowi stworzyć taką wizytówkę. S.S. – różne oblicza prawdy.
- S.S? Severus Snape?
- Poniekąd, ale nie w tej wersji. Nieważne. Po prostu kolejne hasło w moim wirtualnym słowniku uczuć. – uśmiechnęłam się do niego i złapałam jego dłonie.
- To będziesz musiała stworzyć mi do niego indeks.
- Tylko jeżeli ty stworzysz dla mnie swój.
- Dla ciebie wszystko, księżniczko. Ale najważniejsze hasło już znasz. – wzmocnił uścisk i trzymając się za ręce wyszliśmy na zewnątrz, do głównego holu. Jeszcze nigdy nie byłam tak ciekawa kolejnej strony książki, jak kolejnego hasła w jego prywatnym słowniku uczuć. Miałam przeczucie, że razem stworzymy ich całkiem sporo.